„Nazywają mnie śmierć” – Klester Cavalcanti [Wydawnictwo Muza]

Tytuł: Nazywają mnie śmierć
Autor: Klester Cavalcanti
Tłumaczenie: Joanna Kuhn
Wydawnictwo: Muza
Data premiery: kwiecień 2019
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-287-0734-4

W 1971 roku Julio Santana mając 17 lat zabija swoją pierwszą ofiarę.

Książka pokazuje proces kształtowania się psychiki mordercy (choć to i tak zbyt wiele powiedziane). I niezależnie od tego, jak długo bohater by przekonywał siebie, a autor czytelnika, że to tylko zawód, kolejna profesja, od której Julio się prywatnie odcina, to dla mnie i tak będą to po prostu morderstwa z zimną krwią, za które należy mu się najwyższa z możliwych i istniejących kar. Jednak od początku.

„Julio zamilkł. Czuł, jak dusza mu lodowacieje. Nie wiedział, co myśleć. Nie wiedział, co powiedzieć.”

Julio Santanę poznajemy jako młodego, bogobojnego chłopca o wysokiej wrażliwości. Troskliwy, dobry i uczciwy chłopak – tak w trzech słowach możemy opisać młodocianego, przyszłego zabójcę. Nic nie wskazuje na to, że już niedługo popełni pierwszą zbrodnię, a w przyszłości stanie się największym kilerem, który bez skrupułów pozbawi życia prawie pięćset osób, w tym kobiet, mężczyzn i dzieci.

„- Jutro, jak już zabijesz Żółtego, wrócisz do domu i zmówisz dziesięć zdrowasiek i dwadzieścia ojczenaszów. Gwarantuję, że będzie ci wybaczone.”

Podziwiam to, ile pracy w reportaż włożył autor. To siedem lat ciężkiej pracy, rozmów ze świadkami, a przede wszystkim siedem lat wywiadów z samym bohaterem. To namawianie sprawcy do wyznania prawdziwej tożsamości. Ta powieść to tak naprawdę dowód zaufania bohatera wobec autora. I choć tematyka została całościowo pozbawiona uczuć, odczuć i wniosków, to naprawdę podziwiam ilość pracy włożonej w wyciągnięcie wątków, sprawdzenie faktów i spisanie ich w postaci tej książki.

„Chłopcu nie podobało się, że według stryja urodził się, by zostać zabójcą, a jednocześnie był zadowolony, że ma jakieś szczególne uzdolnienia.”

W 1971 roku Julio Santana, mając 17 lat zabija swoją pierwszą ofiarę. Po wykonaniu egzekucji jest zrozpaczony. Nie wierzy, że Bóg wybaczy mu tak okrutny czyn. W zamian za odkupienie odmawia 10 razy Zdrowaś Mario i 20 razy Ojcze nasz. Grzechy stają się odpuszczone. Żyjący w Amazonii Julio może teraz zostać rybakiem, tak jak wielu mieszkańców puszczy. Niestety na jego drodze staje wuj ze swoim złym wpływem na siostrzeńca. To właśnie on sprowadza go na drogę, którą podąża przez 35 lat.

„Pracując jako rewolwerowiec, mógłby podróżować, zwiedzać różne miejsca, przeżywać emocjonujące historie i jeszcze zarabiać przyzwoite pieniądze.”

Historia opowiedziana jest w lekki sposób, co nie pasuje do jej treści. Autor powstrzymuje się od własnych wyroków i opinii, co w oczach czytelnika wrażliwego jest nie do pomyślenia, natomiast tego bardziej doświadczonego – jest oznaką dobrze wykonanej pracy reporterskiej. Sam bohater nie oczekuje rozliczenia ze swoich grzechów, jedyne czego pragnie, to spokojniejszego życia. Sam powtarzał, że nigdy nie zabił nikogo z nienawiści czy z własnej inicjatywy. Wszystkie zbrodnie zapisywał w zeszycie, do którego czasami wracał. Czy robił to po to, aby szczycić się swoim dorobkiem? Nie wydaje mi się. Był na to zbyt czuły. Czasami za swoje zlecenie dostawał, oprócz pieniędzy, kilka kilogramów ryżu, fasoli, kawy. Tyle było warte ludzkie życie.

„Strach, napięcie, zdenerwowanie, szybkie bicie serca w jakiś sposób wprawiały go w dobre samopoczucie. Chciałby przeżyć jeszcze inne przygody podobne do tej. I chciałby zarobić więcej pieniędzy.”

W całej koncepcji nie spodobały mi się proporcje dawkowanej historii. Zbyt dużo czasu poświęcono młodemu bohaterowi, który wstępuje do wojska, by walczyć z komunistami, a zbyt mało samym zbrodniom czy uczuciom – myślom Santany. Poza tym faktem bardzo polecam zapoznanie się z treścią, jeśli chcesz spojrzeć na zbrodnie z drugiej strony i przekonać się na przykładzie, że nie każdy zabójca ma socjopatyczne myśli i zabija dla przyjemności.

 

__________________________________

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Muza.

3

Z poważaniem, Klaudia Nadolna