„Jerzy Dziewulski o polskiej policji” – Krzysztof Pyzia, Jerzy Dziewulski

Tytuł: Jerzy Dziewulski o polskiej policji
Autor: Krzysztof Pyzia, Jerzy Dziewulski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data premiery: 11 kwietnia 2017
Liczba stron: 320
ISBN: 978-83-80-97121-9

Jerzy Dziewulski to specyficzna postać, która w świetle reflektorów wypada znakomicie. W mediach ludzie chcą go słuchać. Jak jednak odbiera się jego historie opisane na kratkach papieru? 

„Dawno temu zdecydowałem, że ta książka nigdy się nie ukaże. Nie będzie opowieści o milicji, policji ani o mnie. Zdanie jednak zmieniłem. Wynik? W rękach trzymacie książkę o najbardziej gównianym zawodzie, który można nazwać drogą donikąd.”

Wyobraźcie sobie, że właśnie tym zdaniem rozpoczyna się ten wywiad-rzeka. Czy nie brzmi to jak obietnica interesującej treści? Ja w to wpadłam, od razu chciałam więcej. Chciałam wiedzieć dlaczego tak uważa, chciałam poznać te pikantne smaczki, które kusząco wołają z okładki. „Szokująca opowieść o codzienności polskiej policji”, „Po wielu latach w końcu przerywa milczenie”, „Nieocenzurowana opowieść, po której już nigdy tak samo nie spojrzysz na policjanta”. Czy tak się właśnie stało? Czy mój światopogląd został zachwiany? No… niekoniecznie.

„Zdecydowanie będzie to książka o polskiej policji, o jej mrocznych, często głęboko skrywanych tajemnicach, a nie słodka biografia Dziewulskiego.”

Moim zdaniem była to jednak biografia. Nie słodka, owszem. Gorzka i kwaśna, jednak mimo wszystko będąca opowieścią z perspektywy jednej, wybranej osoby, która chcąc nam pokazać prawdę o służbach bezpieczeństwa – opowiada historie ze swojego życia wzięte. Od szkoły, do służby, poprzez różnego rodzaju akcje ratownicze.

„Zdaniem ówczesnej władzy strzelanie do tarczy w kształcie sylwetek było nieetyczne. Ale już napierdalanie ludzi na ulicy było jak najbardziej etyczne.”

Książka pokazująca realia PRL-u. Luki w prawie, a raczej bezprawie. Poważne dziury w instytucjach mających na celu ochronę ludzi przed zagrożeniami. O tym jest właśnie treść – o milicji, o stanie wojennym, o Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Nie o policji, nie o współczesności, choć wiele bieżących sytuacji można już odnieść do tych, które zdarzyły się kiedyś.

„Generalnie zasada jest taka – popatrz na media – że jak zginie policjant, to jest to informacja w pewnym sensie naturalna. „Zginął policjant, taką ma robotę”. Ale jak policjant zabije – o nie! – to się ciągnie tydzień albo dwa tygodnie. Nagle bandytą jest gliniarz. To jest paranoja! Generalna zasada jest taka: policjant ma prawo zginąć, bo taką ma robotę – i to jest informacja.”

Jedynie człowiek wychowany w klatce wyniesie z lektury to, co Dziewulski próbuje nam tutaj niby odkrywczo pokazać – że w tym zawodzie nie ma lekko. Często praca nie równa się wynagrodzeniu, trzeba mieć jaja, by sobie móc poradzić. Wszyscy pozostali już to wiedzą.

„Wtedy były zupełnie inne relacje. Złodziej był złodziejem, a bandyta – bandytą. Prawdziwy złodziej nie zabijał, nie torturował, nie ranił.”

Książka zawiera jednak w sobie pewne historie, o których część z nas pewnie nigdy wcześniej nie słyszała. I dla takich momentów warto ją czytać. Nie wszyscy wiedzą o porwaniach samolotów, o werbunkach, czy o dawnym kodeksie złodziei.

„Jako gliniarz zawsze powtarzałem sobie jedno: miej świadomość, że każde twoje wyjście z domu może być ostatnim.”

Jeśli chodzi o sam styl, to miałam wrażenie, że Jerzy Dziewulski nie otrzymał wystarczającej swobody wypowiedzi. Nie mam na myśli cenzury, bo język jest siarczysty, a celowe zawężanie tematów. W niektórych momentach widać, że chce coś dopowiedzieć, zboczyć na sekundę z toru, jednak Krzysztof Pyzia mu na to nie pozwala. Ma zaplanowany scenariusz, który zawzięcie realizuje. Sam narzuca tempo i problematykę, wpływa na dalszą konwersację, przez co całość wydaje się sztucznie napędzana. Rozumiem taką stanowczość, gdy rozmowa się nie klei. Tutaj natomiast ewidentnie widać, że Jerzy Dziewulski lubi mówić i ma w zanadrzu wiele historii do opowiedzenia. Jednak być może jest to właśnie definicja dobrego dziennikarza, by trzymać w ryzach swojego rozmówcę, aby skrupulatnie wypełnić plan redakcyjny?

Podsumowując – troszkę się zawiodłam. Oczekiwałam brudnych sekretów, a otrzymałam garść informacji, o których nie słyszałam, ale które mogę sobie odnaleźć w internecie. To nie jest przerwane po latach milczenie.

Z poważaniem, Klaudia Nadolna

2 thoughts on “„Jerzy Dziewulski o polskiej policji” – Krzysztof Pyzia, Jerzy Dziewulski

  1. Dla mnie świetna książka, zupełnie nie zgadzam się z recenzją. Tom drugi również przedni.

    1. Oczywiście rozumiem. Jednak nigdzie nie napisałam, że książka jest zła. Nie zgadzam się jedynie z opisami na okładce. No i mnie nie porwała, ale jak najbardziej rozumiem, że ktoś ma inne odczucia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *