„Czekam na was, ale się nie spieszcie” – Iza Bartosz, Kapsyda Kobro-Okołowicz

Tytuł: Czekam na Was, ale się nie spieszcie
Autor: Iza Bartosz, Kapsyda Kobro-Okołowicz
Wydawnictwo: Czerwone i Czarne
Data premiery: marzec 2017
Ilość stron: 272
ISBN: 978-83-7700-274-2

Kim naprawdę był Ks. Jan Kaczkowski? Był równym gościem w sukience. Izabela Bartosz, była naczelna czasopisma „Gala”, na potrzeby książki przeprowadziła wywiad z Kapsydą Kobro-Okołowicz, bliską przyjaciółką Jana. To właśnie z jej ciepłej opowieści dowiadujemy się o nietypowym księdzu, który poświęcił życie dla ratowania innych.

„Dowiadujesz się od lekarza o strasznej diagnozie i nagle wychodzisz na ulicę, a tutaj życie toczy się tak jak zwykle. Twój świat się zawalił, ale wokół nic się nie zmieniło.”

Kaczkowski był niezwykłym człowiekiem. Każdemu, kto go kojarzy nie trzeba tego tłumaczyć. Ksiądz, który wyzbył się zbędnego patosu i napuszenia. Od dziecka czuł powołanie i nie przeszkodziła mu nawet widoczna niepełnosprawność. Założył hospicjum w Pucku, podnosił na duchu zarówno chorych jak i ich rodziny. Choć sam zmagał się najpierw z rakiem nerki, w późniejszym czasie z glejakiem, to nie oczekiwał litości ani pomocy, wręcz przeciwnie, postanowił żyć na pełnej petardzie, całe swoje życie poświęcając innym. 
Nie brakowało mu poczucia humoru. Potrafił przeklinać, a towarzystwie nawet wyjść na papierosa. Na pewno nie wylewał za kołnierz. Uwielbiał jeść, do historii przeszła jego ulubiona polędwica i wino. Co go wyróżniało – nie wywyższał się. Nie traktował inaczej wiernych i ateistów, dla niego najważniejszy był po prostu człowiek. Kochał ludzi, był w stanie zrobić dla nich wszystko. Starał się traktować swoich pacjentów z należytym szacunkiem, jakiego brakowało w placówkach publicznych. W jego hospicjum ludzie byli traktowani po królewsku. Sam Jan zorganizował zajęcia dla studentów medycyny, na których uczyli się etycznego podejścia do chorego. Uczyli się traktowania podmiotowego, nie przedmiotowego.
Uczył również w szkole – zawodowej i liceum. Uczniów szkoły zawodowej nazywał „swoimi ogarami”. Wielu z nich wyprowadził na dobrą drogę. Proponował wolontariat w swojej placówce, starał się ich wyprowadzić na prostą. Dla swoich pacjentów był gotowy nawet w środku nocy na interwencję, nawet jeśli choroba powoli go pokonywała. Zmarł w młodym wieku.
Kapsyda również nie miała łatwego życia. Kiedy była jeszcze dzieckiem straciła matkę. Już jako dorosła kobieta zachorowała na przewlekłą białaczkę limfatyczną. Również walczyła, nie tylko z chorobą, ale też z niesprawiedliwością. Jako działaczka fundacji Rak’n’Roll walczyła o prawa i godność pacjentów. Oboje z Janem tworzyli bardzo zgrany zespół. On, ksiądz, ona lewaczka, zdeklarowana ateistka. Dwa różne światy, choć myślenie podobne. Oboje chcieli, by ludzie chorzy na raka byli szczęśliwi w ostatnie dni swojego życia. Kapsyda nazywała Jana „Hardym Johnnym”, co mu się bardzo podobało i w pełni oddawało jego naturę.

„Przede wszystkim jednak starałam się oddać filozofię Jana, to jego przekonanie, że każdy dzień, który przeżywamy, każde nasze spotkanie z drugim człowiekiem może być ostatnie i dlatego my powinniśmy być na wszystko niezwykle uważni. Choroba stale przypominała mu o ulotności życia i on właśnie dlatego, w tym przeżywaniu wszystkiego na sto procent, nigdy nie stał się rutyniarzem.”

Nie chcę ani opowiadać Wam całej historii tego cudownego księdza, który czarował słowem i swoim ludzkim charakterem i zachowaniem, nie chcę również oceniać tej książki pod względem poprawności. Kim jestem, by oceniać czyjeś życie?
„Czekam na Was…” to zbiór wspomnień o Janie Kaczkowskim, człowieku petardzie, autorze książki „Szału nie ma, jest rak”. To nie tylko wywiad z jego „najintensywniejszą” przyjaciółką, ale również wspomnienia jego rodziny i przyjaciół. W całym tekście czujemy ten ból jakiego doświadczają bohaterowie. Wiemy o zbliżającej się katastrofie, dlatego jest on tak bardzo widoczny. Ponadto forma „był” jest wymowna. W książce znajdziemy również zdjęcia księdza i ludzi, dla których stał się wzorem.
Całość jest rzetelna, wszyscy „przesłuchiwani” opowiadają ciekawe anegdoty z życia Kaczkowskiego. Możemy zarówno się pośmiać jak i popłakać. Ja się wzruszyłam ogromnie. Były momenty, że szklistym wzrokiem próbowałam odczytać tekst. Nie jestem praktykującą wierzącą, a już na pewno nie wierzę w księży. A w tym przypadku żałuję, żałuję ogromnie, że nie miałam szans, by poznać tego specyficznego człowieka. Myślę, że każdy powinien poznać jego niesamowitą historię, docenić jego zaangażowanie. Historię opowiedzianą przez Kapsydę, z uczuciem, z miłością i tęsknotą. 
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czerwone i Czarne!
Książka bierze udział w wyzwaniu „Czytam, bo polskie” u Poligon Domowy.

Klaudia Nadolna

23 thoughts on “„Czekam na was, ale się nie spieszcie” – Iza Bartosz, Kapsyda Kobro-Okołowicz

  1. Nie jestem osobą wierzącą, ale inspiruje i fascynuje mnie postać księdza Jana – człowieka, który miał misję i który odszedł zbyt wcześnie. Chętnie przeczytam wspomnienia o nim, bo może to być dla mnie kolejna mocna dawka inspiracji i motywacji,

  2. U mnie czeka tez jego książka w kolejce, ale jakoś nie mogę sie zebrac do czytania. wiem, ze był wspaniałym człowiekiem, wiec moze dlatego, ze już go nie ma tak ciezko mi się zebrac do zcytania

  3. Dla mnie Kaczkowski to trochę uosobienie kościoła takiego, jakim był w swoich początkach i jakim powinien być z natury – ludzkiego, otwartego na innych, nienapuszonego, kochające innych. Po prostu.

  4. Do książek ks. Kaczkowskiego zabieram się dosyć powoli. Już od jakiegoś czasu mam zamiar po któraś sięgnąć. I w najbliższym czasie na pewno znajdzie się w moich rekach (lektura miesiąca). Może ta będzie następna.
    Buziaki

  5. Jestem w tym gronie osób, które mają baaaaaardzo szczątkową wiedzę na temat ks. Kaczkowskiego. Jak dotąd nie miałam okazji przeczytać żadnej książki z nim związanej, choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że to była bardzo ważna i przede wszystkim wielka postać. Miło po prostu wiedzieć i pamiętać, że wśród księży nie brakuje tych naprawdę z powołania, którzy są nadal zwykłymi ludźmi, a nie wszechwiedzącymi specjalistami od wszystkiego 🙂
    Pozdrawiam,
    rude-pioro.blogspot.com

  6. Zawsze, gdy słyszę o tym człowieku, to wraca mi wiara w ludzi. Z drugiej strony czuję smutek i żal, że ktoś o tak wielkim sercu musiał odejść tak wcześnie.

  7. Dokładnie jest tak, jak piszesz – możemy nie wierzyć, możemy nie mieć zaufania do księży jako grupy społecznej, ale warto docenić Człowieka jako samoistną jednostkę, która czyni dobro.
    Nie czytałam książek ks. Kaczkowskiego, ale wielokrotnie słuchałam jego wypowiedzi i zawsze pobrzmiewała w nich taka siła i radość ze spotkania z bliźnim.

  8. Uwielbiam Ks. Kaczkowskiego za jego pozytywne myśli. Zainteresowanym ową energią polecam szczególnie książkę: Zatrzymać dzień. Jest dobra, bo: krótka i przyjemna 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *